Rodzic w IT – część 1

Temat warunków pracy dla rodziców w IT urodził się właściwie sam. Kiedy zaczęłam rozmawiać z dziewczynami z tej branży, okazało się, że spora część zarówno ich najgorszych, jak i najlepszych doświadczeń w pracy wiąże się właśnie z macierzyństwem albo perspektywą macierzyństwa. Uznałam, że warto „podrążyć” temat, skoro dla wielu kobiet wybór konkretnego zawodu, ścieżki kariery czy nawet formy zatrudnienia w IT zależy od możliwości realizowania się również w roli mamy.

Dlaczego więc nie „matki w IT”, a „rodzice w IT”? Bo im bardziej wchodziłam w to środowisko, tym więcej spotkałam zaangażowanych młodych ojców. To jedna z nielicznych znanych mi branż, gdzie urlopy tacierzyńskie i ojcowskie są na porządku dziennym. Stąd wniosek, że warto przyjrzeć się również doświadczeniom chłopaków.

Przez ponad trzy tygodnie spłynęło do mnie mnóstwo opinii. Te najbardziej pozytywne – od rodziców zatrudnionych w mniejszych firmach. W software housie, którego załoga liczy kilkadziesiąt osób, łatwiej się „dogadać” w sprawach dotyczących godzenia pracy z macierzyństwem/ojcostwem. -Kiedy się okazało, że będę miała dziecko, dostałam od naszego kierownictwa kwiaty. – opowiada Katarzyna Kowalska. Pracuje jako testerka oprogramowania w jednej z firm działających we Wrocławskim Parku Technologicznym. –Mam umowę o pracę, więc nie miałam problemu z urlopem macierzyńskim, ale również mój mąż, który jest u nas zatrudniony na zasadzie współpracy, dostał coś w rodzaju urlopu tacierzyńskiego. Takie kwestie regulują często wewnętrzne przepisy firmy: jeśli świeżo upieczony ojciec nie ma etatu, dostaje na czas takiego prowizorycznego „tacierzyńskiego” wolne plus np. dodatek przewidziany w ramach Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Jednak kilkanaście dni to co innego, niż pełny macierzyński. Dlatego o umowy o pracę walczą często młode dziewczyny, które stawiają pierwsze kroki w zawodzie i zarabiają mniej, niż ich bardziej doświadczone koleżanki. Te z dłuższym stażem wolą najbardziej rozpowszechnione w branży B2B, bo – przy wysokich zarobkach – mogą sobie pozwolić na to, aby płacić nawet najwyższą składkę ZUS, i dzięki temu otrzymać wysoki zasiłek macierzyński (jeśli prowadzą firmę i płacą składki przynajmniej 12 miesięcy przed porodem, może to być do 9 tys. zł). –Dlatego najczęściej to sami pracownicy decydują o swojej formie zatrudnienia. Ponieważ wielu z nich to rozchwytywani specjaliści, pracodawcy rzadko próbują im coś narzucać. – mówi Ola Pszczoła, szefowa firmy rekrutującej pracowników IT Bee Talents z Poznania. To jedna z tych nielicznych jeszcze branż w Polsce, w przypadku których już można mówić o rynku pracy pracownika, więc przełożeni są w stanie w wielu sprawach pójść na rękę zatrudnionym. I wielu z nich nie wpada w popłoch, kiedy muszą zatrudnić kogoś na zastępstwo pracownicy na macierzyńskim: –Przyjmujemy w takich sytuacjach kogoś, kto po jej powrocie i tak zostaje z nami na stałe. Ciągle przybywa nam projektów, więc prędzej czy później szukalibyśmy do nich ludzi. – wyjaśnia Katarzyna Marchocka, Head of Communictaions we wrocławskim software housie Avra.

„Schody” zaczynają się, kiedy pracodawca nie pozwala wybrać formy zatrudnienia. Znajoma testerka opowiadała mi, że w jej fachu zdarzają się umowy typu najniższa krajowa na etacie plus honoraria, i w takim przypadku w czasie urlopu macierzyńskiego dostaje się na konto znacznie mniej, niż się wcześniej zarabiało. B2B, z koniecznością opłacania składek na własną rękę przez określony czas, jest dobrym wyjściem w przypadku osób, które starannie planują dzieci i mają naprawdę wysokie dochody – uważa analityczka biznesowa i mama dwóch dziewczynek: –Dzieci lepiej nie rodzić na działalności. Przy takiej formie zatrudnienia możesz wziąć wolne, gdy dzieci są chore, ale po prostu wtedy nie zarabiasz. Dlatego, jak uważa moja rozmówczyni, kobiet w IT jest i długo jeszcze będzie mniej, niż mężczyzn: -Z tego, co opowiadają moi koledzy, wynika, że dzieci najczęściej „ogarniają” ich żony. Zdarzają się jednak pracodawcy, którzy wprawdzie nie dają etatów, ale „nieoficjalnie” pomagają dziewczynom w ciąży czy wychowującym dzieci. Katarzyna Marchocka z Avry zna przypadek, kiedy przełożony… zapłacił za pracownicę najwyższą składkę ZUS (według starych przepisów, wystarczył jeden miesiąc działalności i jedna opłacona składka, żeby kobiecie przysługiwał zasiłek macierzyński).

Choć IT jest w awangardzie troski o pracowników, jeśli mówimy o polskim rynku pracy, i w tej branży zdarzają się sytuacje rodem z bezlitosnych lat 90. Nie każdy w branży jest tak poszukiwany, jak developerzy czy testerzy. Tymczasem z „rozpędu” od innych pracowników w firmach IT też wymaga się nieraz własnej działalności, choć nie daje im się ani tak samo atrakcyjnych pensji, ani gwarancji zatrudnienia. Specjalistka od PR, w tej chwili w drugiej ciąży, mówi wprost: –Z perspektywy rodzica największą trudnością jest zdecydowanie się na dziecko, bo nie masz gwarancji, że po urlopie macierzyńskim zostaniesz przyjęta do pracy. Ja po pierwszym dziecku dostałam do wyboru odprawę lub urlop wychowawczy. Nic na papierze, choć wysokość odprawy wyglądała sensownie. Chciała o siebie zawalczyć i przewidując, że etatu w PR dla niej nie będzie, gdy wróci – sama zaproponowała pracodawcy, czym mogłaby się zajmować w innych obszarach. Nie było odzewu. Później od koleżanek i kolegów dowiedziała się, że w dziale obok było stanowisko analogiczne do tego, które zajmowała przed macierzyńskim. Tyle że tu nie wchodziła w grę inna forma współpracy, niż B2B.

Kiedy pytałam Was o typowe udogodnienia dla rodziców w IT, najczęściej słyszałam: praca zdalna. Możliwość wykonywania części zadań z domu chwalą sobie choćby Katarzyna Kowalska i jej mąż, zatrudnieni w tej samej firmie: –Jeśli jest taka potrzeba, możemy pracować zdalnie na zmianę, tak, żeby któreś z nas było przy dziecku, a drugie „trzymało rękę na pulsie” w firmie. Choć wiadomo, że nie zawsze jest to możliwe. Większość pracodawców, z którymi rozmawiałam, nie ma nic przeciwko home workingowi. Katarzyna Marchocka uważa jednak, że praca zdalna odejdzie do lamusa, bo kłóci się z założeniami Scrumu – metodologii pracy, którą stosuje coraz więcej firm w IT: -Rano masz planning, w którym wszyscy muszą wziąć udział. Na kolejnych etapach pracy są testy, które mogą wykazać błędy, więc i testerzy, i developerzy są potrzebni na miejscu. W przypadku jakiegoś „pożaru” lepiej, żeby w firmie były wszystkie osoby zaangażowane w dany projekt, bo tylko wtedy można się z nimi sprawnie skontaktować. Inne wady pracy zdalnej dostrzegają też sami zatrudnieni właśnie w kontekście opieki nad dzieckiem: –Najpierw się cieszyłem, że jest taka możliwość, ale kiedy kilka razy zostałem w domu, okazało się, że de facto nie mogłem normalnie pracować. Przy niemowlaku jest tyle roboty, że nie da się spędzić bitych ośmiu godzin przed komputerem. A tego oczekuje ode mnie pracodawca, który dzwoni i pyta, czemu coś nie jest zrobione. Jeśli to ma tak wyglądać, to wolę być w tym czasie w firmie. Może kiedy masz starsze i trochę bardziej samodzielne dziecko, które jest np. chore, to ma sens. W moim przypadku, to tylko większy stres. – przyznaje programista i ojciec 10-miesięcznego chłopca.

Obok pracy zdalnej, wiele osób ceni sobie elastyczne godziny. Choć tu potrzebna jest samodyscyplina: -Przy chorych dzieciach nie muszę brać L4, tylko pracuję w takich godzinach, jakie mi odpowiadają. Mogę też wyjść wcześniej czy później z firmy, muszę tylko dopilnować, żeby w dłuższym okresie wymiar pracy się zgadzał. – opowiada front-end developerka, która pracę w zawodzie zaczęła nieco ponad rok temu, będąc już po trzydziestce i mając dwoje małych dzieci. „Brzydką stroną” elastycznego grafika dla osób na etatach bywają nadgodziny. Chętnie godzą się na nie młodsi pracownicy, którzy rodzin jeszcze nie mają i zależy im na wysokich zarobkach. Często dotyczy to zafascynowanych swoją pracą developerów. A skoro oni mają zwyczaj zostawać dłużej, w niektórych firmach oczekuje się tego i od innych zatrudnionych. Jedna z moich rozmówczyń – mama dwóch dziewczynek i analityczka – stawia na rozmowach w sprawie pracy tylko jeden warunek: 8 godzin dziennie i nic ponad to, chyba że „zdarzy się awaria”:-W jednej pracy na etacie nie zagrzałam długo miejsca, bo widziałam od razu, że nie da się spędzać tam mniej, niż 9 godzin i że pewnie musiałabym zabierać komputer do domu. Przeszłam na własną działalność: tu stawki są często godzinowe, a więc pracy ponad normę się unika, bo to psuje budżety projektów.

Na tym skończę pierwszą część artykułu. W drugiej – o tym, jak firmy pomagają (albo nie) w organizacji opieki nad dziećmi i przede wszystkim, jak bardzo asertywni są czy wręcz powinni być rodzice w IT. A na razie zapraszam o dyskusji. Jak doświadczenia moich bohaterów mają się do waszych? Macie prorodzinnych szefów? Czy takich, którzy wychodzą z założenia, że jako rodzice powinniście liczyć tylko na własną pomysłowość? Jak ważne są dla Was warunki, jakie oferuje wam jako rodzicom firma, w której ubiegacie się o pracę?

Komentarze

Karolina Wasielewska

Pracuję w radiu i od czasu do czasu w prasie. Lubię: jesień, książki Lema, sporty przeróżne, koty, niespieszne pichcenie w wolne dni, czerwone wino, wesołe miasteczka, historie o superbohaterach, czasami Beastie Boys, a czasami Dianę Krall. Nie lubię: upałów, agresji, gotowania w pośpiechu i wielu innych rzeczy, których nie lubię, więc nie chcę nawet o nich pisać.