Przyszłość, natura, retro-miłość

Promo wallpaper Marii, źródło: realhe.ro blog

Jakkolwiek by to źle nie brzmiało, Maria leży w częściach. Albo inaczej „leży goła”, uściśla Olga… i razem dochodzimy do wniosku, że to też nie jest najlepsze ujęcie tematu. Bo skoro mowa o projekcie feministycznym, epatowanie damską golizną nie jest trafionym chwytem: –Wybraliśmy imię Maria, bo nikt wcześniej nie nazwał żadnej znaczącej technologii na cześć kobiety. Siri czy Alexa to nadal asystentka, a nie bohaterka pierwszego planu jak Watson (komputer IBM, który odpowiada na pytania w języku naturalnym – przyp. autorki). – mówią Olga Łabędź  i Konrad Fedorczyk. Umówiłam się z nimi przekonana, że są konstruktorami komputera i to będzie główny temat naszej rozmowy. Jednak Maria narodziła się dlatego, że okazała się potrzebna do realizowania innych pasji tej dwójki – od kryptowalut aż po weganizm. Zaczęło się od tego, że Konrad „spóźnił się” na bitcoiny. – Może za późno zacząłem traktować ten temat poważnie? Kiedy pierwszy raz o nich usłyszałem, kosztowały 30 zł i szkoda mi było na nie kasy. Teraz byłbym bogatym człowiekiem! Maria powstała, żeby kopać lightcoiny, kryptowalutę, która przyszła po bitcoinach i nie zrobiła aż takiej kariery. Razem z Olgą fascynowali się AI i stąd wziął się pomysł na kolejne zastosowanie Marii: ma analizować Big Data. – Coraz więcej projektów opartych na sztucznej inteligencji i machine learning staje się częścią naszego codziennego życia. Jeśli w ogóle chcemy mieć w tym swój udział, nie mamy na co czekać! – mówi Olga. Wprawdzie zdążyli pozbyć się kilku części Marii, które czyniły z niej idealną kopalnię lightcoinów, ale maszyna o kobiecej duszy nadal ma ośmiordzeniowy procesor AMD i kartę graficzną NVIDIA 1050 Ti. Dzięki temu może analizować duże paczki danych, w tym fotograficznych. Na tym Oldze i Konradowi zależy najbardziej w kontekście aplikacji, którą chcą stworzyć: – To ma być taki „Shazam” dla ziół.

Bo „rodzice” Marii wprawdzie są miłośnikami nowych technologii (ona jest chemiczką i zajmuje się obsługą mikroskopu elektronowego, a w wolnych chwilach uczy się Pythona; on jest programistą PHP i pracuje w Muzeum Narodowym w Warszawie), ale żyją w zgodzie z naturą i pracują nad własną linią produktów wegańskich (ich tapenada jest tak obłędna, że w domu najpierw rozsmarowuję ją kulturalnie na kanapce, ale potem kompulsywnie wyjadam wprost ze słoika). Ostatnio wałęsają się po lasach i łąkach w poszukiwaniu jadalnych ziół, a za przewodnik służy im książka zielarskiego guru Łukasza Łuczaja, w której dokładnie opisanych jest ponad sto gatunków. Jednak spokoju nie daje im informacja, że w Polsce można ich znaleźć półtora tysiąca: – Wielu nie używa się powszechnie w kuchni ani nawet nie zna ich nazw. W dodatku są podobne do siebie nawzajem. Potrzebne by było kilka tysięcy zdjęć każdego gatunku. To byłaby już solidna baza do aplikacji, z którą można byłoby pójść w teren. – mówi Olga. Plan jest taki, żeby poprosić o pomoc samego Łuczaja i ludzi o podobnych zainteresowaniach. A moment wydaje się idealny: przynajmniej w dużych miastach widać modę na zdrowe odżywanie się i kuchnię opartą na lokalnych, naturalnych produktach.

Olga i Konrad, źródło: Instagram retrolove.pl

Jak wygląda praca na takiej „domowej” maszynie do testów AI? Przede wszystkim, jest dość kosztowna. – Komputery, które mielą duże ilości danych, pracują non stop. Trzeba przygotować się na rachunki za prąd rzędu 300 – 400 zł. – przyznaje Konrad. Dlatego, zanim zainwestuje się w części, warto poczytać o różnicach w zużyciu energii: – Są ogromne i lepiej być tego świadomym! Karta Nvidii zainstalowana w tej chwili w Marii przy maksymalnym obciążeniu zużywa 75W. Kiedyś, gdy komputer ze starą kartą Radeon pracował przez całą noc u mnie w pracy, „żarł” ok. 200W. Nad ranem wszedłem do pokoju, w którym stał, było tam z 50 stopni! – wspomina Konrad. Poza tym, przy tak wyśrubowanych wymaganiach co do wydajności, radzi zapomnieć o systemach innych, niż Linux. Najmniejszy problem jest z oprogramowaniem. Prostych narzędzi do machine learning dostarcza choćby istniejąca od dwóch lat biblioteka TensorFlow Google’a.

Konrad i Olga przyznają, że trudno im się skupić tylko na Marii i „ziołowym Shazam”. Pracują i prowadzą dwa blogi: retrolove.pl o popkulturze minionych dziesięcioleci i realhe.ro o programowaniu i konstrukcji komputerów. Chcą zacząć sprzedawać swoje wegańskie specjały. Dyscyplinuje ich nieco mój plan, żeby o nich napisać i to nie raz: planuję śledzić ich postępy w rozwijaniu aplikacji. Do tej pory pisałam przede wszystkim o projektach już skończonych, a może warto przyjrzeć się powstawaniu „ziołowego Shazam” od podstaw, łącznie z różnymi trudnościami, z którymi będzie musiała się zmierzyć para jego twórców. Spotkamy się po ich urlopie prawdopodobnie w muzeum, gdzie – jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem – Konrad będzie współorganizował hackaton. Na razie przed nimi wyjazd, więc już robią plany: – Dobrze by było coś wymyślić, żeby nie musieć nikomu zawracać głowy naszymi kwiatami. Super, gdyby coś je podlewało o określonych godzinach… – rzucają od niechcenia. A po chwili: -Właściwie to nawet nie jest trudne do zrobienia, wystarczy Arduino i jakaś pompka…

Komentarze

Karolina Wasielewska

Pracuję w radiu i od czasu do czasu w prasie. Lubię: jesień, książki Lema, sporty przeróżne, koty, niespieszne pichcenie w wolne dni, czerwone wino, wesołe miasteczka, historie o superbohaterach, czasami Beastie Boys, a czasami Dianę Krall. Nie lubię: upałów, agresji, gotowania w pośpiechu i wielu innych rzeczy, których nie lubię, więc nie chcę nawet o nich pisać.