Życie w tempie Enduro

Podopieczni domów dziecka to całkiem inny typ ucznia, niż zmotywowani dorośli na meet-upach Girls Who Test. – Robią wrażenie zainteresowanych wszystkim, co im powiesz, byle by pozyskać twoją uwagę. Problem w tym, że chwilę później o tobie zapominają i tak samo mocno angażują się w coś innego, co robi z nimi inny dorosły. – opowiada Emilia Lendzion-Barszcz, testerka oprogramowania, członkini Girls Who Test i autorka bloga JavaGirl. To na nim ogłosiła konkurs, w którym do wygrania są wejściówki na Agile&Automation Days (kupić ich już nie można), a dochód z wpisowego trafi do Domu Dziecka w podwarszawskich Pęcherach. Tego samego, w którym Emilia od kilku miesięcy działa jako wolontariuszka.

Kiedy o tym przeczytałam, uznałam, że powinna zostać bohaterką dużego artykułu. Poznałyśmy się i pierwszy raz rozmawiałyśmy na warsztatach GWT. Później śledziłam aktywność Emilii na Fb i coraz bardziej imponowała mi jej lista zajęć: testowanie, meet-upy, blog, wolontariat i… rajdy motocyklowe 🙂 Czy ona w ogóle sypia? – Wychodzę z domu koło 7.00, wracam o 21.00. – przyznaje. – Ale ja muszę być aktywna. Kiedy tylko kończę pracować nad jednym projektem, zaczynam planować kolejny.  

Jednak to właśnie nadmiar pracy spowodował, że weszła do branży IT. Wkrótce po studiach była… zastępcą kierownika budowy. – Od małego wiedziałam, że albo będę pracować w branży budowlanej, albo robić coś z komputerami. To mnie najbardziej interesowało i tak jest do dzisiaj. Umiejętności, jakie zdobyła jako inżynier budownictwa, przydały jej się zresztą później jako testerce: – To była szkoła pewności siebie! Wyobraź sobie: ja, “świeżak”, w dodatku dziewczyna, kierowałam pracą robotników. Zjedliby mnie, gdybym nie umiała się postawić. Kiedyś zastała całą ekipę, nad której pracą miała czuwać, pijaną. Ręce jej opadły, ale musiała coś wymyślić – każda godzina przestoju na budowie oznacza straty. Zorganizowała zapas kawy, wody, i powiedziała: “Panowie, albo wytrzeźwiejecie i spotykamy się po obiedzie, albo się pakujcie”. Część doprowadziła się do stanu używalności, ale około połowy rzeczywiście spakowało manatki. – Miałam poczucie porażki, ale ta sytuacja uświadomiła mi coś ważnego. Kiedy pracujesz w zespole, możesz zrobić swoje najlepiej, jak się da, ale nie zmusisz innych, żeby podjęli taki sam wysiłek. Żadna technika motywacyjna nie pomoże, jeśli zwyczajnie im nie zależy. – mówi Emilia. Przyznaje, że to była trudna praca, ale kochała ten podwyższony poziom adrenaliny. Dziś, kiedy spędza większość czasu przed komputerem, to motocyklowe Enduro dostarcza jej takich emocji. Z budowy zrezygnowała, kiedy mąż, a wtedy jeszcze chłopak, powiedział, że prawie nie widują się w domu. Zresztą, sama też zaczynała tęsknić za wypadami do kina czy zwyczajnym leniuchowaniem po pracy: – Wracałam do domu tylko w weekendy, w tygodniu – byłam na budowie i mieszkałam gdzie indziej, a pracowałam po kilkanaście godzin. Wtedy zaczęłam myśleć o IT.

Kiedy wiosną rozmawiałyśmy o początkach GWT, dziewczyny mówiły, że ich praca fascynowała wielu ich znajomych. To z myślą o nich i innych, którzy chcieli nauczyć się testowania, kilka testerek założyło w Poznaniu GWT. Emilia, kiedy sama zajęła się już na dobre testowaniem manualnym i poszła w stronę automatyzacji, dołączyła do nich i rozszerzyła ich działalność na Warszawę. Zaczęły skrzykiwać ludzi na meet-upy. Nie były to wydarzenia adresowane tylko do kobiet, choć tak mogła sugerować nazwa (dziewczyny tłumaczyły mi, że określenie “Girls Who Test” odnosi się bardziej do nich samych, czyli do założycielek, niż do uczestników kursów czy nawet prowadzących, skoro znalazł się wśród nich m.in. Piotr Wicherski z Allegro). Ich ostatni sukces to zorganizowany pod koniec wakacji testerski hackaton, na który zgłosiła się ponad setka osób nie tylko z Warszawy, choć było przewidzianych 30 miejsc! Były warsztaty, ale też okazja, żeby pogadać przy piwie z innymi ludźmi ze środowiska. No i na GWT będą teraz łaskawiej patrzeć sponsorzy, skoro w sezonie urlopowym udało im się zorganizować pełnokrwisty event IT. – Od wielu osób słyszałam, że nasze zajęcia są lepsze od wielu płatnych kursów. – przyznaje Emilia. – Może dlatego, że my naprawdę lubimy uczyć testowania. I wiemy, że inaczej rozmawia się z tymi, którzy już w tym siedzą, a inaczej z początkującymi. Sama pamiętam z meet-upu, na którym byłam, że prowadzący używali prostego języka i porównań odnoszących się do codziennego życia. Nie robili też z siebie gwiazd ani mistrzów Jedi użerających się z gromadką średnio kumatych Padawanów, co się na różnych warsztatach zdarza.

W międzyczasie powstał jeszcze blog Javagirl, na którym Emilia pisze o testowaniu, programowaniu i wydarzeniach branżowych. To już sposób na wykreowanie swojej indywidualnej marki: – Dzięki niej mogę pokazać inne swoje umiejętności i łączyć różne projekty, jak choćby praca w IT i wolontariat. Wpisowe do ostatniego ogłoszonego na blogu konkursu zasili konto fundacji, która wspiera właśnie podopiecznych Domu Dziecka w Pęcherach.

Emilia może nie była regularną wolontariuszką ze stałym miejscem w grafiku, ale prowadziła zajęcia z testowania. Zgłosiło się czworo podopiecznych. Jako pierwsza wyłamała się dziewczyna, która stwierdziła, że potrzebuje więcej czasu dla chłopaka. Zostało trzech chłopców. Emilia ocenia, że jeden z nich może “pociągnąć temat”. – Tych ludzi uczy się całkiem inaczej, niż osoby, które przychodzą na meet-upy. Dzieciaki nie mają tej motywacji ani świadomości, do czego może im się przydać umiejętność testowania. Dlatego początkowo zadawała prace domowe, potem sobie odpuściła, bo chłopcy ich nie odrabiali. Zresztą testowaniem jako takim zajęli się dopiero na trzecich zajęciach. Wcześniej Emilia musiała chłopaków poznać, pogadać z nimi na tematy ogólne, żeby zaczęli traktować ją jak “swoją”, a nie jak kogoś z innego świata. Chciała im też pokazać, że umiejętności, które zdobyli, przydają się w realnej pracy. Zabrała ich do kilku firm informatycznych. – Usłyszałam od jednego z nich: “A kto by nas tu zatrudnił?”. Oni wyobrażają sobie pracę np. jako mechanicy, ale IT to dla nich abstrakcja, “lepszy świat”, który jest dla nich zamknięty. – mówi Emilia, wyraźnie poruszona. – Powiedziałam im zgodnie z prawdą, że to tylko kwestia umiejętności. Takich trudnych momentów było więcej. Kiedy Emilia zaczęła bywać w domu dziecka i dopiero przygotowywała się do roli wolontariuszki, na jej oczach przewrócił się i rozpłakał sześcioletni chłopiec. Miała odruch, żeby go przytulić, ale usłyszała, że nie powinna tego robić: – Opiekunowie powiedzieli mi, że oczywiście trzeba dziecko podnieść i uspokoić, powiedzieć mu coś miłego, ale takie czułe gesty ze strony całkiem obcych osób niosą za sobą więcej złego, niż dobrego. Rodzi się przywiązanie, a przecież wolontariusz nie będzie przy dziecku zawsze i nie może dawać mu do zrozumienia, że jest dla niego kimś więcej.

Teraz Emilia planuje zajęcia z programowania dla nieco młodszych dzieci. Udało jej się pozyskać robota Lego. Wie jednak, że nie będzie miała czasu na wolontariat w pełnym wymiarze godzin, stąd pomysł zbiórki: – Tak też mogę pomóc dzieciakom. Każdy grosz się liczy.

Robi dużo dla innych, bo lubi, czuje, że umie, i ma taką potrzebę od czasów, kiedy jako nastolatka rozmawiała z seniorami, podopiecznymi Domu Pomocy Społecznej. Ale jest coś, co kocha i robi tylko dla siebie: – Rajdy Enduro to są te emocje, których brakuje mi w pracy! Dobra, nie biorę udziału w tych najbardziej wyczynowych i ryzykownych, bo jednak z wiekiem przybywa mi wyobraźni. – mówi ze śmiechem. Lubi po prostu jazdę po trudnym terenie, połączoną z wypadami w ciekawe miejsca, np. na Mazurach. Motocyklową pasję dzieli z mężem. Zastrzega jednak, że nie jest jedną z dziewczyn, które wybrały ten sport ze względu na faceta. – To przykre, ale sporo takich widzę. Zresztą, z testowaniem jest podobnie. – przyznaje. – Wiele kobiet zaczyna to robić, bo słyszą od męża czy chłopaka, że to jest fajne i dużo się zarabia. Inne biorą się za to, bo chcą zaimponować facetom. Jeśli zaczniesz z taką motywacją, a potem się wkręcisz, to OK. A co, jeśli cię to nie wciągnie? Będziesz robić dobrą minę do złej gry? Dlatego, choć sama promuje obecność kobiet w IT, chciałaby, żeby ta ścieżka była dla nich świadomym wyborem, a nie efektem jakiejś mody czy chęci przypodobania się komuś: – To są długie godziny drobiazgowej pracy przed komputerem. Albo to kochasz, albo w pewnym momencie to rzucisz i zajmiesz się czymś innym. Ona kocha – i cieszy się, że zaraziła tą miłością wiele innych dziewczyn. Bo jednak coraz więcej jest takich, które z różnych powodów trafiły na warsztaty GWT, a dziś zajmują się testowaniem. Z wieloma do tej pory ma kontakt. – Nie boję się tego, że ktoś z moich uczniów pewnego dnia mnie prześcignie. – twierdzi Emilia. – W IT trzeba cały czas się uczyć nowych rzeczy, ale też każdemu może z jakiegoś powodu zdarzyć się zastój. Jeśli przytrafi się mnie, a ktoś z moich uczniów w tym czasie pójdzie do przodu, poproszę go o pomoc.

Komentarze

Karolina Wasielewska

Pracuję w radiu i od czasu do czasu w prasie. Lubię: jesień, książki Lema, sporty przeróżne, koty, niespieszne pichcenie w wolne dni, czerwone wino, wesołe miasteczka, historie o superbohaterach, czasami Beastie Boys, a czasami Dianę Krall. Nie lubię: upałów, agresji, gotowania w pośpiechu i wielu innych rzeczy, których nie lubię, więc nie chcę nawet o nich pisać.