Pionierki. Elżbieta Jezierska-Ziemkiewicz, cz. 2

fot. Ambasada RP w Paryżu

(kontynuacja tekstu z wtorku, 4.12.2017 r.)

Stanęła na czele ekipy, która skonstruowała komputer Mera 400.

Przede wszystkim, udało się w ten sposób wykorzystać projekty, które powstawały w całym kraju z myślą o mikrokomputerze Karpińskiego, m.in. system operacyjny CROOK stworzony w Instytucie Okrętowym Politechniki Gdańskiej. Nad oprogramowaniem pracowały też Poznań i Kraków (już dla Mery grupa naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego przygotowała pierwszy obiektowy język programowania w Polsce – LOGLAN; o uczestniczkach tego projektu pisałam tutaj). – Mera powstawała z taką myślą, żeby udoskonalić wszystko, co ewentualnie wymagało korekty w K-202. – mówi Elżbieta. Jej zespół odszedł jednak od koncepcji mikrokomputera. – Kiedy jechaliśmy z K-202 na Targi Poznańskie, wieźliśmy go na tylnym siedzeniu naszego auta. A kiedy Rosjanie w czasie wizytacji w firmie pytali Karpińskiego, czy komputer będzie pracował w czołgach i na łodziach podwodnych, Karpiński zrzucił go ze stołu i pokazał im, że dalej działa. Z Merą to by się nie udało. Miała inne zalety: wszystkie elementy komputera znajdowały się w jednym pudełku (wcześniej różne jego elementy, np. dyski, były podłączane z zewnątrz i przez to całość zajmowała sporo miejsca); w porównaniu ze swoimi poprzednikami, może też było uznać ją za niemal bezawaryjną.

Mera 400 (źródło: mera400.pl)

Mera odegrała też niebagatelną rolę w życiu ówczesnej opozycji. W pierwszych dniach strajków na Wybrzeżu, znajomi z Politechniki Gdańskiej połączyli się teleksem (protoplasta współczesnego internetu: dwa komputery łączyły się ze sobą na tej samej zasadzie, co telefony tarczowe, a później przesyłały sobie dane zapisane w kodzie ITA2) z Merą, na której pracowała ze swoim zespołem Elżbieta. Ich projekt został nieco wcześniej zamknięty, a cała ekipa trafiła do IMM-u i tam „knuła”: –Tym teleksem dostaliśmy informacje o strajku i treść 21 postulatów. Myślę, że przez to później zostałam internowana. Dotarła do nich również informacja, że – w związku ze strajkami – milicja zaczyna polować na znanych opozycjonistów. A w ich zespole był Dariusz Kupiecki – asystent w Instytucie Maszyn Matematycznych, współpracownik KOR i koordynator akcji pomocy dla robotników Ursusa represjonowanych po czerwcu 1976 r. – Kiedy po niego przyszli, byliśmy już uprzedzeni. Stanęliśmy murem za Darkiem i nie pozwoliliśmy go zabrać. W tym czasie przyjaciele Darka wywieźli go z IMM-u innym wyjściem. Zdaje się, że to ja zostałam uznana za inicjatorkę całej tej akcji – skończyło się aresztowaniem 13 grudnia 1981 r. i internowaniem. 

Co ciekawe, stan wojenny przerwał prace nad nowym projektem, do którego została zaangażowana ekipa Mery. Razem z naukowcami z uczelni z całego kraju, w tym częścią autorów Loglanu, stworzyli Międzyzakładowy zespół do opracowania systemu multiprocesorowego. Pod tą skomplikowaną nazwą krył się następca dla Mery. Twórcy dość buńczucznie nazwali go Solid 1981 („Oczywiście, że na cześć Solidarności”) i przedstawili jego koncepcję na tydzień przed wprowadzeniem stanu wojennego.

Razem z innymi internowanymi kobietami, Elżbieta trafiła do ośrodka w Gołdapi. – Tam było bardzo ładnie: palmy, marmury. Ale nie miałyśmy żadnych zajęć, dużo się siedziało. Zaproponowałam, że poprowadzę zajęcia z baletu, bo panie narzekały, że od bezruchu bolą je nogi i kręgosłupy. W ośrodku nie było na tyle dużego pomieszczenia, żeby cała grupa mogła ćwiczyć razem, więc Elżbieta zarządziła taniec na tarasie „z widokiem na granicę z Obwodem Kaliningradzkim”. – Wolna Europa podała potem, że internowana jest balerina z Teatru Wielkiego, która uczy inne kobiety baletu. 

W drugiej połowie lat 80. Jezierska-Ziemkiewicz kierowała jeszcze pracami nad kolejnym następcą Mery, ale dla wszystkich, którzy zajmowali się wtedy informatyką, było jasne, że to już koniec produkcji komputerów w Polsce. A na autorskie projekty w ogóle nie było szans. Do Elżbiety odezwali się wtedy znajomi z francuskiej firmy Bull, w której była na stażu w czasie studiów. – Ten „wątek francuski” w moim życiu zaczął się dużo wcześniej, bez żadnych planów. W Liceum Hoffmanowej mogłam uczyć się albo łaciny, albo francuskiego, więc wybrałam francuski. Naukę kontynuowałam potem na lektoracie na Politechnice. A kiedy tamta firma ogłosiła nabór na staż dla studentów z dobrymi wynikami i znajomością francuskiego, wystartowałam w konkursie i wygrałam. W 1976 r., po zamknięciu projektu Mera 400, Elżbieta nawiązała kontakt z innym przedsiębiorstwem we Francji, które realizowało prezydencki program rozwoju informatyki (Charles de Gaulle miał podobne ambicje, jak polskie władze – zresztą wiele krajów próbowało wtedy swoich sił w konstruowaniu komputerów. Maszyna GIR, z której w latach 60. korzystali programiści na Uniwersytecie Warszawskim, została kupiona od dziś również nieobecnych na tym rynku Duńczyków). Znajomi z firmy Bull zaprosili Ziemkiewiczów na wakacje w 1987 r. Na dzień przed ich wyjazdem do Polski wyprawili dla nich w siedzibie przedsiębiorstwa obiad pożegnalny. Jak się okazało, dość nietypowy: – Mieliśmy spotkania z ich szefami, jedno po drugim. Zaproponowali nam obojgu pracę i pensję ekspercką: na ówczesne pieniądze, 5 tys. dolarów. Majątek! Tłumaczyli, że jako specjalistom nie mogą nam zapłacić mniej. – wspomina Elżbieta. Kierownictwo firmy obiecało im też pomoc w załatwieniu paszportów, musieli jednak szybko podjąć decyzję: – Tak naprawdę, nie było się nad czym zastanawiać. Najbardziej przeciwna przeprowadzce była nasza córka. Miała wtedy 15 lat, pierwszych bliskich znajomych, chłopaków. Nie chciała wyjeżdżać z Polski. Jeszcze długo się buntowała, kiedy już mieszkaliśmy we Francji. 

W firmie Bull Elżbieta miała okazję rozwijać się w dziedzinie, która zainteresowała ją jeszcze w Polsce: systemach zautomatyzowanego projektowania komputerów. Pracowała nad nimi do czasu, kiedy i francuską spółkę dopadł wirus kopiowania cudzych rozwiązań. – Wtedy bez żalu odeszliśmy na emeryturę. –  mówi o sobie i mężu.

Dziś mieszkają pod Wersalem. Mają czworo wnuków.

W 2012 r., w uznaniu zasług dla rozwoju polskiej informatyki, Elżbieta otrzymała medal Polskiego Towarzystwa Informatycznego. W 2016 r. została laureatką Złotej Księgi Absolwentów Politechniki Warszawskiej i odebrała  Krzyż Oficerski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej w Ambasadzie RP w Paryżu.

W 2014 r. Bulla przejęła inna francuska firma, Atos. Stała się dzięki temu jednym z największych w Europie dostawców rozwiązań chmurowych. Specjalizuje się także w rozwiązaniach z zakresy cyberbezpieczeństwa i Big Data. To na nie już w latach dwutysięcznych zorientował się Bull i osiągnął sukces: w 2013 r. osiągnął przychody rzędu 1,262 mld euro i miał swoje oddziały w ponad 50 krajach.

Po zamknięciu projektu K-202 Jacek Karpiński chciał wyjechać za granicę, ale nie dostał zgody. Choć od 1978 r. zajmował się hodowlą świń i kur we własnym gospodarstwie pod Olsztynem, nadal zabiegał o powrót do Warszawy i tamtejszego środowiska informatycznego. W 1981 r. startował na dyrektora przedsiębiorstwa MERA oraz Instytutu Maszyn Matematycznych. Władze się na to nie zgodziły.

Jacek Karpiński (źródło: http://www.spkalwaria.iap.pl)

zaprojektowany przez Karpińskiego mikrokomputer K-202 (źródło: gadzetomania.pl)

Udało mu się wyjechać do Szwajcarii, gdzie pracował dla producenta profesjonalnych magnetofonów Nagra. Miał też na koncie kilka wynalazków. Najbardziej znane to robot sterowany głosem oraz Pen-Reader, czyli skaner wraz z oprogramowaniem do wczytywania i czytania tekstu po jednym wersie.

Przez cały czas borykał się z problemami finansowymi. Do kraju wrócił w 1990 r. Był m.in. doradcą ds. informatyki ministrów Leszka Balcerowicza i Andrzeja Olechowskiego. Próbował wdrożyć w Polsce produkcję pen-readera i kas fiskalnych. Dorabiał jako projektant stron internetowych. Zmarł w 2010 r.

Komentarze

Karolina Wasielewska

Pracuję w radiu i od czasu do czasu w prasie. Lubię: jesień, książki Lema, sporty przeróżne, koty, niespieszne pichcenie w wolne dni, czerwone wino, wesołe miasteczka, historie o superbohaterach, czasami Beastie Boys, a czasami Dianę Krall. Nie lubię: upałów, agresji, gotowania w pośpiechu i wielu innych rzeczy, których nie lubię, więc nie chcę nawet o nich pisać.