Globalnie albo wcale

Wspieranie kobiet w biznesie ze szczególnym uwzględnieniem startupów i STEM to główny cel What If Foundation. Stworzyły ją Kasia Dorsey, założycieka firmy yosh.ai, i Renata Bogdańska z jej teamu – kobiety, które o sztuce przetrwania we współczesnym biznesie wiedzą wszystko i chcą dzielić się tą wiedzą z innymi.

Kolejne firmowane przez nie spotkanie – już 17. października w Campus Warsaw. Tym razem panelistki to dziewczyny z listy Forbes 100 European Female Founders: Polka Urszula Herman, założycielka telemedycznego startupu PelviFly, Anca D. Goron z Rumunii, która doktoryzowała się ze sztucznej inteligencji i stworzyła internetową platformę łączącą klientów z hotelami dostosowanymi do ich oczekiwań doorie.io (podobnie jak Ula, wygrała krajowy etap Women Startup Competition) i Amerykanka Marjorie Perlas, której aplikacja Scapade ma pomóc w organizowaniu spersonalizowanych wycieczek miejskich. – Wszystkie pojawiły się w rankingu Forbesa jako osoby, na które warto zwrócić uwagę. Chodzi o to, żeby pokazać różne perspektywy. Po pierwsze, wynikające z pochodzenia. – mówi Kasia Dorsey. – Po drugie, każda z naszych rozmówczyń zaczynała w innym punkcie. Ula ani Marjorie nie mają wykształcenia związanego z technologiami, a jednak poszły w tym kierunku (Ula jest fizjoterapeutką, Marjorie ma dyplom z języka angielskiego i literatury oraz zarządzania – przyp. autorki). Anca z kolei zrobiła doktorat z AI, ale zajmuje się zarządzaniem projektami. Również te różnice mogą wpływać na ich podejście do biznesu. A nam dają szansę na pokazanie, że kobiety mogą realizować się w STEM i dochodzić do tego różnymi drogami.

Urszula Herman przed wygranym przez PelviFly europejskim finałem Women Startup Competition 

Hasło wydarzeń organizowanych przez What If Foundation to “Go Global!”. Bo chodzi nie tylko o pokazanie kobietom, że mogą i powinny odważnie realizować swoje pomysły. Kasia i Renata chcą im przedstawić różne recepty na sukces w biznesie. A dziś kluczem do sukcesu jest właśnie działalność na skalę globalną: – Gdy brałam udział w programie Blackbox powered by Google for Enterpreneurs w Dolinie Krzemowej w USA, nauczyłam się, że dziś nie ma już czegoś takiego, jak “globalizowanie” biznesu, w rozumieniu: rozwijasz firmę na skalę lokalną i później się zastanawiasz, jak zainteresować swoją ofertą resztę świata. Startujesz i od razu myślisz o potrzebach globalnych. Mogą być niszowe, ale muszą dotyczyć ludzi na całym świecie. Bo, nie oszukujmy się, na masowe potrzeby odpowiadają wielkie koncerny, a my nie jesteśmy w stanie z nimi konkurować. – mówi Kasia Dorsey.

Anca D. Goron, for: www.buzznews.ro

Wiele startupów, na czele których stoją kobiety, poszło taką ścieżką. Anca kieruje swój projekt i do szerokiej grupy klientów hoteli, i do znacznie węższej, ale rozsianej po całym świecie – pracowników branży hotelowej. Dzięki temu, że ci pierwsi przedstawiają w aplikacji swoje oczekiwania, a drudzy – szczegóły swojej oferty, mogą się nawzajem “odnaleźć”. Ula Herman, gdy myślała o założeniu biznesu, stwierdziła, że na całym świecie mówi się o konieczności ćwiczenia mięśni Kegla, tymczasem zdrowie i satysfakcja seksualna kobiet zależą od ćwiczeń znacznie większej grupy mięśni, całego dna miednicy. Potrzeba nie była więc niszowa, ale deficyt wiedzy na ten temat okazał się problemem globalnym. Nic dziwnego, że produktem firmy – specjalnym tamponem i aplikacją mobilną do ćwiczeń – zainteresowali się klientki i inwestorzy z Polski i świata. Dodatkowo przyciągnęła ich wygrana PelviFly w europejskich finałach Women Startup Competition.

W przyciągnięciu ich pomaga teżodpowiednia komunikacja. Ważne polskie startupy prowadzone przez kobiety już na początku działalności celowały w klientów z całego świata. 1000 Realities Justyny Janickiej, która oferuje rozwiązania VR i AR przede wszystkim dla przemysłu, pierwsze duże zlecenie znalazła na Bliskim Wschodzie, w branży naftowej, dzięki… LinkedInowi. Social media dają większą niż kiedykolwiek możliwość komunikowania się firm, z których jedna ma mocno “specjalistyczną” potrzebę, a druga – oferuje skrojone pod nią rozwiązania. Dlatego konkursów, plebiscytów, networkingu i chwalenia się osiągnięciami nie należy zaniedbywać.

To oczywiste, że wejście na globalny rynek wymaga przede wszystkim pieniędzy. Fajnie, że ktoś zainwestował w twój prototyp, ale nie rozwiniesz działalności, jeśli nie uruchomisz produkcji. Żeby jednak przekonać do siebie potencjalnych inwestorów czy wspólnika z gotówką, trzeba im coś pokazać. Można więc finansować działalność tak długo, jak się da, z własnych środków. Tu ciekawym przykładem może być polska platforma internetowa OvuFriend dla kobiet starających się o dzieci, której twórczyni Joanna Fedorowicz włożyła oszczędności w start swojego biznesu, a potem przeznaczała wszelkie zarobione na nim pieniądze w jego rozwój. Dziś może pochwalić się przed inwestorami liczbą 40 tys. użytkowniczek, które z pomocą OvuFriend zaszły w ciążę.

Zanim zadziała marketing szeptany, warto zaangażować użytkowników do swojego projektu, nawet zanim on na dobre ruszy. O Scapade już jest głośno, choć na razie można tylko zobaczyć teaser apki i wziąć udział w jej beta testach. Za wiarygodnością przedsięwzięcia przemawia jednak doświadczenie Marjorie Perlas, która od wielu lat jest związana z branżą turystyczną (pracowała m.in. w Travel Advisorze). No właśnie, czy przy skalowaniu projektu ma znaczenie, kto za nim stoi? Wiele założycielek startupów wydaje się uważać, że tak. Promują nie tylko swój biznes, ale również towarzyszące mu przesłanie w sieci. Tak robi Ula Herman, która prowadzi webinary z ćwiczeń mięśni dna miednicy. A Kasia i Renata mają What If Foundation: – Nie wiem, jak jest w przypadku innych, mnie fundacja nie pomaga w prowadzeniu biznesu, bo to jednak kolejne zajęcie, które pochłania czas. Ale daje mi bardzo dużo satysfakcji! – śmieje się Kasia. – Pamiętam, co sama przeszłam, kiedy stawiałam pierwsze kroki w biznesie. Spotkałam w moim życiu inne fantastyczne kobiety i z jedną z nich, Renatą, założyłyśmy fundację What If właśnie po to, żeby pomóc innym kobietom, zainspirować je, dodać wiary w siebie i w realizację swoich działań. Taki też będzie cel kolejnego projektu fundacji. Dzięki grantowi od Ambasady Amerykańskiej, powstanie internetowa platforma, m.in. dla kobiet w startupach, dzięki której będzie można się dowiedzieć wszystkiego o programach i organizacjach wspierających founderki.

Zespół firmy Scapade tworzą w 100 proc. kobiety (na razie, bo szukają pracowników), fot. scapadeapp.com

Przed panelem z udziałem Uli, Anki i Marjorie będzie okazja wysłuchać wystąpień Agnieszki Hryniewicz-Bieniek, CEO Google Poland, Anny Kaczmarskiej, CEO Forbes Women, i Magdy Magda Przelaskowskiej z Campus Google for Entrepreneurs. Choć dwa razy pojawia się nazwa tego samego koncernu, organizatorki nie chciały promować konkretnej marki: – Moja ścieżka była związana z programami akceleracyjnymi Google’a i Google Campusem. Dużo się dzięki nim nauczyłam i zyskałam miejsce, w którym rozwija się mój biznes. Ale nie dlatego to Agnieszka wygłosi jedną z otwierających mów. Chciałam zaprosić ją również jako przykład kobiety, która, nie mając technicznego wykształcenia, zaszła naprawdę daleko w branży technologicznej. W naszych eventach biorą także udział kobiety z innych firm, np. w Krynicy jedną z prelegentek była Karolina Marzantowicz, CTO IBM na Europę Wschodnią. Chciałabym pokazać, że jest coraz więcej kobiet tak w małych startupach, jak i w ogromnych koncernach technologicznych. – mówi Kasia. I zaznacza, że spotkania z kobietami sukcesu służą również… rozmowie o porażkach. Bo perspektywa porażki, według niej, powstrzymuje wiele z nas przed walką o swoje marzenia: – Z badań wynika, że mężczyzna przystępuje do działania w biznesie, gdy ma 60 proc. pewności, że jest wystarczająco dobry. Kobiety często ocierają się o 100 proc. i nadal mają wątpliwości. Chcę je przekonać, że nie muszą być idealne, żeby osiągnąć sukces, i nie powinny bać się porażek! Często odbieramy je osobiście, jakby fakt, że coś nam nie wyszło, źle świadczył o nas jako ludziach. Tymczasem porażka to dobra okazja do nauki. Zwłaszcza w innowacjach. Nie bez powodu to startupowcy pierwsi wpadli na pomysł organizowania “fuck up nights”, czyli właśnie spotkań, na których omawia się własne i cudze niepowodzenia. Bo to jest branża dla ludzi, jak ujmuje to wprost Kasia, trochę “szalonych”, skłonnych do ryzyka: – Dlatego nasze eventy pokazują kobietom, że każdy, komu zazdroszczą sukcesów, ma też na swoim koncie porażki, i również dzięki nim jest dziś w tym miejscu, w którym jest.

 

Komentarze

Karolina Wasielewska

Pracuję w radiu i od czasu do czasu w prasie. Lubię: jesień, książki Lema, sporty przeróżne, koty, niespieszne pichcenie w wolne dni, czerwone wino, wesołe miasteczka, historie o superbohaterach, czasami Beastie Boys, a czasami Dianę Krall. Nie lubię: upałów, agresji, gotowania w pośpiechu i wielu innych rzeczy, których nie lubię, więc nie chcę nawet o nich pisać.