Pierwsza Polka na czele ISTQB

Ten news zelektryzował wszystkich, którzy zajmują się jakością oprogramowania. W listopadzie Karolina Zmitrowicz, jako pierwsza w historii Polka, została wybrana przewodniczącą International Software Testing Qualifications Board (ISTQB) w Belgii! Będzie miała decydujący głos w sprawie kształtu certyfikatów, które sama nazywa “prawem jazdy” dla testerek i testerów oprogramowania: – Jeśli ktoś zrobił prawo jazdy, to już go nie pytamy, co oznacza dany znak drogowy. Zakładamy, że to wie, skoro ma taki dokument. Podobnie jest z certyfikatem ISTQB. Ktoś, kto go zdobył, zna terminologię i procedury, jakie obowiązują przy testowaniu. Dlatego tak często ISTQB wymagają pracodawcy; to oficjalne potwierdzenie wiedzy i umiejętności testera. – wyjaśnia Karolina. Twierdzi, że na razie jej praca na tym prestiżowym stanowisku nie jest szczególnie ekscytująca (“Głównie odpowiadam na maile”), ale stawia sobie ambitny cel: – Właśnie nawiązujemy współpracę z IREB. Zależy mi na tym, żeby certyfikaty, które zdobywa się w IT, były ze sobą spójne. Dziś używa się w nich nawet różnego słownictwa.

IREB, czyli Międzynarodowa Rada Inżynierii Wymagań, przyznaje certyfikaty z tego zakresu. Od marca zeszłego roku Karolina jest jej skarbniczką. Kiedy jesienią wystartowała na stanowisko przewodniczącej  ISTQB, robiła to między innymi z myślą o “zbliżeniu” wymagań, jakie trzeba spełnić przy ubieganiu się o oba certyfikaty. – Lubię porządek. – mówi krótko. – A tu chaos nie wynikał z żadnej konkurencji między instytucjami, które te certyfikaty wydawały, tylko z tego, że powstały one w różnym czasie i różnych krajach.

Sprawa jest o tyle skomplikowana, że trzeba przy tym wszystkim nadążyć za dynamicznie rozwijającą się branżą IT: wymagania dla osób starających się o ISTQB zmieniają się średnio co pięć lat. A do tego dochodzą różnice w podejściu do tematu certyfikacji w różnych krajach: – Są państwa, gdzie biznes właściwie tego nie wymaga. A z drugiej strony, w Ameryce Południowej testerzy potrafią przejechać 200 km, żeby zdobyć ISTQB, bo na tamtejszym rynku pracy – bez tego ani rusz! – opowiada Karolina.  

Żeby znaleźć się na tak wysokim stanowisku i odpowiadać za standardy certyfikacji dla testerów na całym świecie, musiała długo się do tego przygotowywać. Zaczęła  na początku lat dwutysięcznych, gdy skończyła inżynierię oprogramowania na Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym w Szczecinie i poszła do pierwszej pracy, teoretycznie w charakterze programistki. – Taki był opis mojego stanowiska. W rzeczywistości, od początku miałam zajmować się testowaniem, tylko wtedy nikt tego tak nie nazywał. Wszystkiego musiałam uczyć się sama. Po kilku miesiącach dostałam stanowisko kierownicze i miałam stworzyć dział testowania. Wtedy dowiedziałam się, że w ogóle są jakieś certyfikaty. – mówi Karolina. Kiedy zaczęła zapoznawać się z syllabusem dla kandydatów do certyfikacji ISTQB, zdała sobie sprawę z mnóstwa błędów, które popełniała wcześniej. – Nawet nie mam do siebie szczególnych pretensji, w końcu praktycznie wszystkiego uczyłam się sama.

Z tamtych doświadczeń wyciągnęła dwa wnioski. Po pierwsze: automatyzacja to nie zawsze dobry pomysł. – Ja sama nie jestem jej fanką. – przyznaje. – Ludzie dążą do automatyzacji za wszelką cenę, a nie umieją czasem spojrzeć na proces jako całość i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy automatyzacja jest w nim w ogóle potrzebna. Drugi wniosek łączy się z tym pierwszym. Karolinie w początkach kariery wydawało się, że testowanie polega na wychwyceniu wszystkich błędów. – Dopiero syllabus uświadomił mi, że testowany produkt ma odpowiadać na jakąś potrzebę biznesową, i to ona decyduje o tym, co należy uznać za błąd.

Z tą wiedzą Karolina poszła dalej. Wkrótce  rozpoczęła działalność jako konsultantka IT. Dziś to jej “główny” zawód. Problemy, jakie rozwiązuje w firmach, są różne, ale część się powtarza. I ma związek z tym, o czym Karolina sama przekonała się jeszcze w początkach kariery. Często obserwuje, że ludzie z IT skupiają się na technologiach, jakie w danym procesie zastosują – i tak, jak ona kiedyś, nie myślą o potrzebach, na które produkt ma odpowiadać, ani nawet o całości procesu: – Każdy jest skoncentrowany na swoim małym wycinku pracy i nawet się nie zastanawia, co robią inni, a przede wszystkim, po co. W efekcie, zdarza się, że pracownicy stosują wyrafinowane rozwiązania technologiczne, ale całkiem niepotrzebnie, bo nie porozumieli się z ludźmi odpowiedzialnymi za inne odcinki. Brak komunikacji spowalnia, a czasami wręcz uniemożliwia efektywne działanie! Zmorą polskiego IT bywają też szefowie. – Lubią wiedzieć wszystko, patrzeć pracownikom przez ramię i mówić im, co mają robić, nawet jeśli nie mają pojęcia o ich pracy.

Publikacje Karoliny Zmitrowicz

Karolina jest przekonana, że naprawienie takich błędów wymaga zaangażowania zespołu, a nie narzucania “cudownych” rozwiązań z góry. – Nigdy nie powiem: “Róbcie to i tamto”. Żeby ludzie naprawdę identyfikowali się z projektem, muszą mieć poczucie, że ich głos został wysłuchany i mają swój udział w tym, jak się nad nim pracuje. Dlatego uważnie słucham, co mają do powiedzenia pracownicy i ich przełożeni. Bardziej zadaję pytania, niż sprzedaję gotowe recepty. Zresztą, nie ma takich rozwiązań, które można by z powodzeniem zastosować w każdej firmie. Firmy są różne, realizują różne zadania i obowiązuje w nich różna kultura pracy.

Certyfikatami, początkowo IREB, zajęła się w międzyczasie, gdy o pomoc przy nich poprosił ją znajomy z branży. Wkrótce zaczęła działać w Stowarzyszeniu Jakości Systemów Informatycznych, które stawia sobie za cel wymianę doświadczeń oraz podnoszenie kwalifikacji osób zajmujących się testowaniem, ale też innymi metodami zapewnienia jakości oprogramowania. Do obowiązków Stowarzyszenia należy organizacja egzaminów tak ISTQB, jak i IREB.

SJSI ma swoje odpowiedniki na całym świecie. Osoby należące do zarządów lokalnych stowarzyszeń mogły w listopadzie zgłosić swoją kandydaturę na stanowisko prezesa ISTQB. Zrobiła to również Karolina. Uważa, że w zwycięstwie pomógł jej konkretny pomysł, co chciała zrobić: ujednolicić standardy w obu typach certyfikatów. – Przede mną ogrom pracy, bo wymaga to konsultacji nie tylko z ekspertami, ale przede wszystkim przestudiowania wyników ankiet kierowanych do tysięcy ludzi, którzy już robią albo chcą zrobić te certyfikaty. Ale, jak sama przyznaje, ciężka praca jej nie straszna: – Musiałam przejść długą drogę i sporo się nauczyć, żeby zyskać wiarygodność i zaufanie środowiska.  

 

Komentarze

Karolina Wasielewska

Pracuję w radiu i od czasu do czasu w prasie. Lubię: jesień, książki Lema, sporty przeróżne, koty, niespieszne pichcenie w wolne dni, czerwone wino, wesołe miasteczka, historie o superbohaterach, czasami Beastie Boys, a czasami Dianę Krall. Nie lubię: upałów, agresji, gotowania w pośpiechu i wielu innych rzeczy, których nie lubię, więc nie chcę nawet o nich pisać.