Makerka uczy się uważności

Magda Zaraś na motocyklu Cafe Racer w pracowni obróbki metalu w FabLabie Powered by Orange 

Magda Zaraś wita się ze mną w FabLabie na Twardej w Warszawie i mówi coś, co najczęściej słyszymy od znajomych, kiedy wpadamy z niezapowiedzianą wizytą: – A u nas tak nie posprzątane… Oczywiście, rób zdjęcia! Jednak FabLab tylko pozornie robi wrażenie graciarni, zawalonej śrubkami, kablami i kawałkami sklejki. Między nimi stoją maszyny, dzięki którym rzemieślnicy-amatorzy (choć, jak się za chwilę okaże, nie tylko) mogą realizować własne projekty nie tylko pracą własnych rąk, ale też posługując się nowoczesnymi technologiami. Np. w pracowni krawieckiej znajdziemy hafciarkę CNC, do której wprowadza się stworzony w specjalnym programie albo znaleziony w internecie wzór. Maszyna haftuje go sama. – Co nie znaczy, że autor może nic nie umieć! – zaznacza jeden z twórców FabLabu w stolicy, Maciej Naskręt: – Musisz znać się na wytrzymałości materiałów, dobrać kolor i grubość nici. To nadal ty jesteś “mózgiem” projektu. To ty musisz zaprojektować wzór i nadzorować pracę maszyny.

Praca na harciarce CNC w szwalni

Maciek jest związany z makerską (rzemieślniczą) inicjatywą Robisz.to. Najpierw wzięli udział w tworzeniu FabLabu w Trójmieście i tam działali. Rok temu pojawili się w opuszczonym studiu telewizyjnym na Twardej: – Najpierw wjechała frezarka, a potem zrobiliśmy na niej stoły, krzesła i półki. Cały czas krzeseł jest zresztą za mało, bo przychodzi tu coraz więcej ludzi. Zresztą, założenie jest takie, że tu ciągle coś się będzie zmieniało! Nie jesteśmy biurem, wyposażenie musi być dostosowane do naszych potrzeb. – mówi Piotr Pobłocki z Robisz.to.

FabLab od tradycyjnego warsztatu różni się tym, że można w nim używać i tradycyjnych narzędzi, i nowych technologii. Pierwszy powstał w 2001 r. na słynnej amerykańskiej uczelni technicznej MIT. O tym warszawskim, którym opiekuje się Fundacja Orange (stąd nazwa FabLab Powered by Orange), dowiedziałam się od Magdy Zaraś, gdy poznałyśmy się na konferencji poświęconej kobietom w świecie nauki i technologii w Centrum Nauki Kopernik. Opowiadała na niej o swojej pracy nad drukowaną w technologii 3D mioelektryczną protezą dłoni, która sczytuje impulsy mięśniowe z kikuta ręki i przekłada je na ruch palców. Ten projekt Magda realizuje po części w domu, a po części na Twardej. – Mechanizm jest już gotowy. Teraz pracuję nad elektroniką. – wyjaśnia.

Zainteresowanie rzemiosłem zmieniło całe jej życie. Dawniej pracowała w dyplomacji i handlu zagranicznym, a nawet jako tłumaczka symultaniczna w Chinach. Dziś tworzy w 3D prototypy urządzeń, które później trafią do produkcji. Jak mówiła w artykule dla Girls Gone Tech, poczuła się wypalona dawną pracą, a życie na najwyższych obrotach przypłaciła depresją: – Wtedy, szukając sobie czegoś, co byłoby dla mnie nowym wyzwaniem, zajęłam się stolarką w miejskiej stolarni Wióry Lecą. Bardzo mnie ta praca uspokajała. Uczyła pokory, cierpliwości. Bo prototyp nigdy nie wychodzi idealny. Trzeba spróbować wiele razy, zanim zrobi się coś, co działa. – opowiada Magda. Z czasem jednak zatęskniła za technologiami, którymi od zawsze się interesowała. Tak trafiła do FabLabu i wzięła udział w projekcie Maker Woman.

To jedna ze ścieżek, którą może na Twardej pójść przyszła rzemieślniczka: zajęcia tylko dla kobiet. Co nie oznacza, że stereotypowo kobiece: – Korzystamy ze wszystkich pracowni, zaliczamy wszystkie kursy, zdajemy wszystkie egzaminy. – wyjaśnia Magda. Skąd zatem potrzeba stworzenia oddzielnej, damskiej grupy? – Zauważyliśmy, że w czasie zajęć koedukacyjnych, faceci często proponują kobietom: “To ja ci to przylutuję”. Taka jest nasza kultura, wiadomo, “rycerz na białym koniu”. Maker Woman jest dla dziewczyn, które chcą robić wszystko same. – wyjaśnia Maciek. A Piotr dodaje ze śmiechem: – I doskonale sobie radzą! Nierzadko lutują lepiej od facetów, zdarza się za to, że gorzej szyją. Nie ma tu miejsca na stereotypy. Według Magdy, kobiety trafiają na ten kurs w podobnych sytuacjach, co ona: – Kiedy sama byłam na Maker Woman, wyczuwałam takie nastroje, że dziewczyny chcą zmienić swoje życie. Może szukają nowej pracy, może na razie tylko nowego hobby. Ale na pewno potrzebują czegoś, co da im poczucie sensu i pokaże im, że mają możliwości, o których do tej pory nie wiedziały.

Zresztą odkrycie w sobie rzemieślnika nie jest oczywiste dla żadnej z płci. Zdaniem Maćka, sporo osób  “na dzień dobry” jest przekonanych, że brak im zdolności manualnych albo technicznych: – Takich rzeczy w ogóle nie uczy się w szkole. ZPT nie ma nic wspólnego z DYI (tak makerzy określają swoje zajęcie, to skrótowiec od “do it yourself”, czyli “zrób to sam” – przyp. autorki). Dlatego do FabLabu trafia wielu ludzi, którzy mają ciekawe pomysły, ale nie wiedzą, jak np. dobrać do nich odpowiednią mikroelektronikę. Wielu nie ma pojęcia, jak stworzyć i poskładać elementy, które powinny być ruchome: – Mamy taką zasadę, że niczego nie robimy za kogoś. To twój projekt, więc nad nim pracuj. Możemy coś doradzić, pokazać, jak działają maszyny, dać kontakt do jakiegoś eksperta. – tłumaczy Piotrek.

Takie podejście skutkuje tym, że praca w FabLabie to niemal kurs uważności. Bo pierwszy projekt nie tylko rzadko wychodzi genialny – rzadko wychodzi w ogóle. Potrzeba cierpliwości, żeby doprowadzić go do końca, nawet jeśli nie będzie działał tak, jak na początku zakładaliśmy. No i trzeba się uczyć. Magda przeszła intensywny 150-godzinny kurs m.in. modelowania 3D i druku 3D czy elektroniki, żeby móc zacząć pracę nad protezą. – Dlatego tak ważne jest, żeby na samym początku tej drogi nie mnożyć kosztów. Powiedzmy, że ktoś chce u nas zrobić gitarę. Wiadomo, ładniej wygląda taka z drewna za kilkaset złotych, ale tę pierwszą lepiej zrobić ze sklejki lub pianki za kilka. – mówi Piotrek. A kiedy ktoś próbuje któryś raz i dopadnie go frustracja? – Herbatka, obiadek, dzień przerwy. A potem sprawdzamy, co w jego projekcie nie działa i próbujemy to wspólnie naprawić. – mówi trójka rzemieślników.

Magda z jedną z gitar wykonanych w FabLabie (naprawdę gra!)

Co można robić w FabLabie? Niedaleko wejścia stoją komputery, na których tworzy się projekty realizowane później przez m.in drukarki 3D. Od najprostszych, jak figurka Groota ze “Strażników Galaktyki”, po protezę Magdy: – Programy, w których się projektuje, coraz częściej są darmowe albo kosztują grosze. Zresztą, część projektów, np. elementy plotera, drukarki 3D czy ramienia robota, jest dostępna jako open source w sieci. Pomyśl: nad każdym z nich pracują setki tysięcy ludzi. Może taka jest przyszłość przemysłu? Przecież w żadnej firmie aż tylu osób nie zatrudnisz! – mówi podekscytowany Maciek.

Kolejne pomieszczenie miłośnicy szycia dzielą z fanami elektroniki. I jedni, i drudzy, pracują w ciszy, więc sobie nie przeszkadzają – tłumaczy Magda, która w tej sali sama najczęściej “dłubie” przy prototypie protezy. A na ostatnich warsztatach z szycia zapoznała się bliżej ze słynną hafciarką CNC, za pomocą której ozdobiła uszyte wcześniej ściereczki kuchenne dla swojego chłopaka.

Kto kocha pracę z drewnem, odnajdzie się w sali z ogromną frezarką i… jej trochę mniejszą “siostrą”, której elementy powstały zresztą na tej większej. To tu leży piękna gitara elektryczna ze sklejki. – Albo to, popatrz! – mówi Magda, podnosząc kawałek dechy w esy-floresy. – To longboard zdobiony intarsją. Tę technikę kojarzymy z zabytkowymi meblami w muzeach. Chodzi o zdobienie drewna poprzez wypełnianie płytkich otworów w nim drewnem innego rodzaju albo w innym kolorze. Później, gdy wyjdziemy na korytarz, Magda pokaże mi kolejne longboardy rzeźbione w czarne kwiaty czy wzory inspirowane mitologią Meksyku.  

Na razie kierujemy się do stolarni. Tu można zobaczyć różne piły i urządzenia do frezowania, ale też kilka interesujących gotowych projektów. Na widok hulajnogi, która kształtem przypomina żaglówkę, pytam, czy to tylko ozdoba, czy można na niej pojeździć. – Można! – mówi ze śmiechem Magda i wykonuje kilka kółek.

Pod sufitem wisi pełnowymiarowa łódź i kilkanaście krzeseł. Tu prowadzone są warsztaty robienia koszyków rowerowych, które cieszą się ogromnym zainteresowaniem. – Uczestnicy dostają gotowe elementy, już docięte przez frezarkę. Nie prowadzimy przy okazji warsztatów z obsługi frezarki, bo to wymagałoby dodatkowych godzin kursu i opanowania zasad bezpieczeństwa. Natomiast każdy musi sam wyrównać krawędzie elementów i połączyć je w odpowiedni sposób. – wyjaśnia Magda. Gotowy koszyk jest lekki, wytrzymały i wygląda na nieco “rustykalny”.

Do kolejnej sali można wejść już tylko z kartą magnetyczną (zamki i karty to również dzieło ekipy, która prowadzi FabLab). Da się tu wyczuć zimny, metaliczny zapach. – Pracuje laser. – wyjaśnia Magda. Przez przeszkloną pokrywę maszyny widać dyszę wycinającą dziurki w kolorowym materiale. Laser jest połączony ze stojącym obok komputerem, na którego ekranie można zobaczyć gotowy projekt.

Z kolei pod ścianą stoi… motocykl. – To stary motor, który odtworzył jeden z naszych kolegów, Jarek. Sam stworzył w FabLabie części, z których złożył jego “młodszą wersję”. – opowiada Magda. Ten nowy pojazd można zobaczyć kawałek dalej, w salce konferencyjnej. Sam Jarek jest miłośnikiem jednośladów: robi też ramy do rowerów, również rozłożystych, wygodnych “chopperów”, które można obejrzeć w jednej z pracowni.

Jest jeszcze sala do sitodruku, gdzie można stworzyć autorski T-shirt czy płócienną torbę. No i zawsze inspirujące jest podglądanie projektów innych, a te bywają odważne: Piotrek, który jest muzykiem, zbudował… organy z rur PCV, które grają! Zajmują w FabLabie osobny pokój.

Kto tworzy to miejsce? Jak tłumaczy Maciek, większość pracowni ma swojego partnera technologicznego lub sprzętowego: – A dzięki wspólnym wysiłkom Fundacji Orange i Stowarzyszenia Robisz.to FabLab pełen jest nowoczesnych maszyn i różnorakiego sprzętu. Zresztą chętnych do współpracy jest więcej. Do projektu dla nastolatków StartupJump zgłosił się już nawet warszawski ratusz.  

I nic dziwnego, skoro projekty, które się tu realizuje, często bywają wstępem do własnego biznesu. Magda zakończyła niedawno udział w programie akceleracyjnego Startups Wanted, w ramach którego na cotygodniowych zjazdach w Trójmieście uczyła się testować i wykorzystywać biznesowy potencjał stworzonej przez siebie protezy, promować produkt i docierać z nim do grupy potencjalnych odbiorców. Program zakończyła przedstawiając swój projekt podczas Demo Day w Pomorskim Parku Naukowo Technologicznym w Gdańsku. Zaproszeni eksperci ocenili jego atrakcyjność dla inwestorów. A czy ci już się zgłaszają? – Jest pewne zainteresowanie. – mówi ostrożnie Magda. – Ale nie to jest najistotniejsze. Kontynuuję nad nim prace, buduję teraz zespół i razem stworzymy coś potrzebnego.

Na spokojną pracę nad protezą pozwolił jej wcześniej otrzymany od francuskiej Fundacji Orange specjalny grant dla kobiet – Amazing Woman (jest pierwszą Polką, która go otrzymała). A wiedzę o tym, w jakim kierunku pójść z tym projektem, Magda zawdzięcza kontaktom z samymi niepełnosprawnymi oraz osobami z fundacji i stowarzyszeń, które działają na ich rzecz. Sama szuka ich w sieci i konsultuje z nimi, czy jej pomysł im się podoba, czy uważają go za przydatny. Tylko dlaczego, z tylu różnych rzeczy, które mogła zrobić w FabLabie – nie mając wykształcenia medycznego, wybrała właśnie protezę ręki? – Moje życie na nowe tory pokierowało to, że zaczęłam robić coś od zera, własnymi rękami. Wiem, jaką satysfakcję to daje. Chcę, żeby taką możliwość mieli wszyscy.

Komentarze

Karolina Wasielewska

Pracuję w radiu i od czasu do czasu w prasie. Lubię: jesień, książki Lema, sporty przeróżne, koty, niespieszne pichcenie w wolne dni, czerwone wino, wesołe miasteczka, historie o superbohaterach, czasami Beastie Boys, a czasami Dianę Krall. Nie lubię: upałów, agresji, gotowania w pośpiechu i wielu innych rzeczy, których nie lubię, więc nie chcę nawet o nich pisać.